Zielona Góra,

wtorek, 1 listopada 2016

Kilka uwag o Zielonej Górze

Żeby nie być gołosłownym w moim utyskiwaniu na media, zwołałem w mieście stutysięcznym konferencję prasową. Że akurat byłem w moim rodzinnym mieście, postanowiłem sprawdzić, czy „coś można” w Polsce zmienić. I przetestować "system" na pół roku przed wyborami samorządowymi.

Konferencję zwołałem na rzutkie hasło upadku miasta, który jest chyba ewidentny w obliczu braku miejsc pracy i masowej migracji młodszych pokoleń. Z kilkunastu poinformowanych mailem redakcji nie pofatygował się nikt.

Aby w takim mieście coś zmienić, trzeba mieć swoje własne media, ponadto trzeba wpompować kilkanaście tysięcy PLN w kampanię wyborczą. I to bez szans na zwrot kosztów.

Pytanie, o jaką stawkę gramy. Moje rodzinne miasto jest do tego stopnia nieatrakcyjnym miejscem zamieszkania, że nawet będąc radnym, nie mógłbym w nim mieszkać, bowiem od paru lat jest to pustynia kulturalna i pustynia życia nocnego. Ongiś Zielona Góra byłą bardzo atrakcyjnym miastem do życia dla młodych ludzi, ale wystarczyło kilku fatalnych rządzących by miasto wepchnąć w kryzys, a młode elity wyjechały jak szczury z tonącego statku.

Teraz w mieście rządzi grupa mediów. Gazety czy telewizja bronią rządzącego układu, tylko jedno marginalne czasopismo dopuszcza głosy krytyki. Aby opublikowac krytyczny tekst w jednej z gazet codziennych, musiałem słać morze skarg do jej wydawców, na szczęście z innego miasta.

Zielona Góra to sieć układów i powiązań. Jeśli słabnie, to tylko dlatego że starzeje się i zmniejsza populacja tego miasta.

Aktualności z Urzędu Miasta