Zielona Góra,

piątek, 10 lipca 2020

List do redakcji

Redakcja serwisu publikuje otrzymany dzisiaj list:

JA, ZIELONOGÓRZANIN: DUMA I UPRZEDZENIE


Zielona Góra jest moim miastem, z którego czuję dumę. W czasie zarazy czuję się tu bezpiecznie, w czasie Winobrania dobrze się bawię, w czasach normalnych czerpię radość i satysfakcję gdy na wystawy mojego pomysłu przychodzą ludzie do centrum przyrodniczego i teatru, do liceum, Domu Harcerza, czy Palmiarni... Dobrą współpracą, ludzie się bogacą.

Dlatego przerażeniem mnie napawa lektura Wyborczej i Lubuskiej z okresu zarazy.

Nie z dumą, ale z dużym uprzedzeniem przeczytałem, iż dwaj radni chcą deklaracji Rady Miasta o tym, że zielonogórzanie są sympatyczni dla wszystkich, że w moim mieście wszyscy są mile widziani. Ja odczuwam przyjemność z kontaktów z każdym, kto nie zachowuje się aspołecznie. Z dumą postrzegam postawy nienormatywne, traktując je jako wzbogacanie kultury mojego miasta. Nienormatywne, dopóki nie ewoluują do statusu aspołecznych...

Deklaracja odnosi się do krzykliwej ideologii LGBT. Czy ideologiczna deklaracja, polityczny przymus zmieni postawy zielonogórzan ? Czy postawy zielonogórzan są tak aspołeczne, że należy je zmieniać ? Uważam, że ta deklaracja pokazuje, iż w Zielonej Górze obywatele mają problem stosunków międzyludzkich ze względu na zachowania nienormatywne. Tymczasem ja nie mam problemu współpracując z osobami homoseksualnymi, bądź potrzebującym przeorientowania swojej płci. Tych których znam, mają podobną wrażliwość do mojej, nierzadko wykazują wartościowe cechy charakteru, do których sam tęsknię, ale nie mam takiego samozaparcia, aby je osiągnąć. Zresztą, czy to jest temat do publicznych rozważań ?

Miłość, uczucia, osobowość to sprawa o której można porozmawiać z przyjacielem, zwierzyć się przy kawie lub przy starym parowozie. Osoby LGBT (a nie ideologia LGBT, a są to dwa różne pojęcia) to nie jedyni ludzie o zachowaniach czy postawach nienormatywnych. Nienormatywnych, czyli statystycznie innych niż te, którymi kieruje się matematyczna większość populacji. Walcząc o zachowanie starych torów kolejki szprotawskiej też zachowywałem się nienormatywnie. Na początku XXI w, zaledwie 20 lat temu, środowisko winiarzy w Winnym Grodzie też było nienormatywne. Tak samo ja szeryf Majewski, dopóki nie osiągnął sukcesu w Drzonkowie, albo nie stroniący od zachowań „młodopolskich" w biurze ówczesnego przewodniczącego Wydziału Kultury Wojewódzkiej Rady Narodowej Franciszka Kurkowiaka sam wojewódzki konserwator zabytków Klem Flechnerowski. Ani ja, ani – jak mniemam - winiarze nie chcieliby aby Rada Miasta deklarowała, że mamy być mile widziani w swoim mieście. A Klemowi nawet postawiono ławeczkę przed muzeum, też bez takiej deklaracji radnych...

Autorzy pomysłu o takiej deklaracji obrażają mnie jako zielonogórzanina, a szerząc swoją ideologię czynią krzywdę, piętnują osoby LGBT, dlatego nie jestem z tego pomysłu dumny, ale traktuję go z dużym uprzedzeniem.

Autorom poddaję do przemyślenia też dwa przykłady z naszego podwórka.

Poseł Kucharska – Dziedzic weszła do Sejmu po barkach idei ruchów miejskich. Dopóki nie zapełniła ławki przy Wiejskiej miała usta pełne frazesów o wadze konsultacji społecznych, liczeniu się z głosem mieszkańców, krytykowała tendencję władz ferowania opinii i wyroków ponad głowami zielonogórzan. Tymczasem parę tygodni temu pani poseł wypowiedziała się dla Wyborczej wyrokując z pozycji ławy poselskiej jakie wydatki z Budżetu Obywatelskiego w dobie zarazy należy zrealizować, a z jakich zrezygnować ze względu na ich znikomą wartość społeczną. Pani Kucharska Dziedzic wśród tych ostatnich wskazała inwestycje w skansenie kolei powiatowych. Przypomnę, że w ramach konsultacji społecznych, jakimi są de facto głosowania na zadania BO, inwestycje w skansenie dostały po kilka tysięcy głosów, podczas gdy zadania promowane przez panią poseł 3,4 razy mniej głosów. Czy deklaracja o tym, że każdy jest mile widziany obejmuje też taką woltę w podejściu do nas, mieszkańców miasta ? Nie ważne, czy pani poseł jest osobą LGBT, czy nie jest, jej postawa jest aspołeczna, dlatego ja podchodzę do takich wypowiedzi z uprzedzeniem. I nie zmieni tego żadna deklaracja Rady Miasta, to wynika z mojego sumienia i rozumu, z mojej uczciwości.

I drugi przykład. W Wyborczej przeczytałem, iż Rafał Trzaskowski publicznie odmówił zgody na poparcie jego kandydatury przez Prezydenta Zielonej Góry. Ochoczo poparli go w tym lokalni politycy KO. Użyli argumentów. To prawda, Prezydent Kubicki ma silną osobowość i takież poglądy, nie podzielam entuzjazmu do jego polityki w zakresie miejskiej zieleni, mam zupełnie inny pogląd na zabytki i upodobania estetyczne. Aby coś z nim społecznie skonsultować trzeba mieć równie silną osobowość i wiele wiary w siebie i swoje pomysły. Ale jest to Prezydent mojego miasta, wybrany przez większość mieszkańców i ja to szanuję. Nie mają tu znaczenia jego osiągnięcia, których pewnie inny prezydent, o mniej wyrazistym charakterze by nie dokonał (droga przez park, CRS, połączenie z gminą, środki unijne na parki itd.). Trzaskowski i lokalni politycy KO, kierując się swoją urażoną, w wymiarze prywatnym, ambicją ośmieszyli moje miasto. Taka aspołeczna postawa nie jest przeze mnie mile widziana, podchodzę do niej z uprzedzeniem. Nie wiem kogo Polacy wybiorą na prezydenta RP, ale do Trzaskowskiego i KO będę miał to uprzedzenie dotąd, dopóki nie odszczekają publicznie ośmieszających moje miasto i mnie jako mieszkańca wypowiedzi i nie przeproszą za nie. I tego też nie zmieni tego żadna deklaracja Rady Miasta, to wynika z mojego sumienia i rozumu, z mojej uczciwości.

Czy deklaracja ideologiczna, polityczny nacisk na ludzi może wywołać jakiś efekt ? Tak, odwrotny od zamierzonego. Do tego deklaracja, która nakazuje mi być człowiekiem, obraża mnie, gdyż ja jestem człowiekiem i bez takiej deklaracji. Poza tym deklaracja w sprawach LGBT moim zdaniem dodatkowo stygmatyzuje moich homoseksulanych przyjaciół.

To byłaby deklaracja w stylu „Młota na czarownice". W dawnych wiekach ówczesny Grunberg „zasłynął" z procesów czarownic. Taka sława nie daje mi powodu do dumy, ale traktuję ją jako ciekawostkę historyczną, z pewnym sentymentem. Do deklaracji o tym, że jako zielonogórzanin mile widzę każdego w moim mieście podchodzę z uprzedzeniem i apeluję: nie obrażajcie miasta i jego mieszkańców. Zielonogórzanie są tolerancyjni, nowocześni, europejscy i sami potrafią ocenić co jest wartościowe, rozwijające miasto i jego kulturę, choć nienormatywne a co jest po prostu aspołeczne i należy poprawić. Co należy do sfery prywatnej i o czym zwierza się nad kuflem piwa, przed zabytkowym wagonem na Morwowej, a co należy do sfery publicznej i o czym dyskutują radni w ratuszu i społecznicy miejscy w mediach, na ulicy, w parku...


Mieczysław J. Bonisławski

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Aktualności z Urzędu Miasta