Zielona Góra,

piątek, 19 października 2018

Próbowaliśmy otrzymać odpowiedź od jednego z kandydatów, oto rezlutat wysilków

Do konkurencyjnego z kandydatów na prezydenta miasta jeden ze zwolenników obecnego prezydenta miasta ze stowarzyszenia finansowanego z dotacji władz miasta- napisał list tej treści jak poniżej. Próba uzyskanai odpowiedzi przez redakcję zakończyła się niepowodzeniem w dostarczeniu majla.

Skrzynka odbiorcza adresata jest pełna

Wiadomość nie została dostarczona na adresa.kucharska.dziedzic@baba.org.pl. Skrzynka odbiorcza tej osoby jest pełna lub otrzymuje teraz zbyt dużo e-maili.
Odpowiedź otrzymana z serwera zdalnego:

552 5.2.2 User mailstore exceeded quota limit (-1 free, 106348544 used, 104857600 quota)

Prosba o odpowiedz na ten list

to dostalismy:

Sz. Pani
Agata Kucharska Dziedzic
/list otwarty/
Od czasu debaty prezydenckiej w radio ZG nurtuje mnie pytanie, czy przyszła Pani Prezydent
z Ruchu Miejskiego Zielona Góra, zagwarantuje mi to, że prowadząc firmę w Zielonej Górze,
będę chroniony przed nieuczciwą konkurencją, przed dominacją firmy, w której zatrudniona
jest kandydatka.

Pracodawca kandydatki w swoim konflikcie z miastem zaangażował media i odwołał się do
opinii publicznej. Zatem opinia publiczna ma prawo zapytać o szczegóły. I nawet gdyby ktoś
bardzo nie chciał, ja też reprezentuję głos opinii publicznej. Pracodawca pani kandydat
utrzymuje swoją firmę również w jakiejś części z moich podatków. Więc zapytałem.
Pracodawca pani kandydat włączył swój interes, swój konflikt z obecnymi władzami miasta
do kampanii wyborczej. To nie Prezydent Kubicki pierwszy poruszył ten temat. Kandydatka
Ruchu ubiera się w piórka obrończyni ludu (tu: rodziców i przedszkolanek) od pierwszego
dnia kampanii. Zatem ja pytam przy tych wyborach o to jak kandydatka chce realizować
swoje wyborcze obietnice, w kontekście niewyjaśnionej sytuacji miejskiej dotacji, jaką pobrał
jej pracodawca.

Nie wiem jaka jest prawda z tą dotacją. Ale wiem, że kandydatka kłamie. Czuje się też przez
nią oszukany.

Rozmawiałem z rodzicami, klientami przedszkoli niepublicznych. Potwierdzili, iż
przedszkola zapowiedziały podniesienie czesnego w/z z brakiem pełnej dotacji oraz
jednocześnie rezygnację z wielu zajęć dla dzieci. Zatem faktem jest to, że przedszkola pobrały
w/z z zaniżoną dotacją dodatkowe pieniądze od rodziców jednocześnie ograniczając ilość
zajęć. Przedszkolanki na sesji Rady Miasta potwierdziły te fakty, mówiły, ze jeżeli nie
dostaną pełnej dotacji, podwyższą czesne i ograniczą zajęcia. To nie ulga żadnej wątpliwości.
Teraz gdy przedszkola dostały tę brakującą część dotacji, opinia publiczna, do której w swym
sporze przedszkola się zwróciły, ma prawo zapytać na co ten zwrot poszedł ? Na zajęcia,
które się nie odbyły, na koszty, które rodzice pokryli podwyższone czesnym, czy na coś
innego ? Może właściciele przedszkoli oddali te niezrealizowane z braku pieniędzy zajęcia
kolejnym rocznikom przedszkolaków, a może zainwestowali w lepsze place zabaw ? Każdą
dotację trzeba rozliczyć, jak to zrobili właściciele przedszkoli ?

Pytałem o to w mailach, inspirowałem media do powielenia tych pytań. Bez skutku. Pani
kandydatka, że zwycięstwa w sporze z Kubickim nabijała sobie za to punktów, cieszyła się.
Zapytałem o to na forum Wyborczej. Tekst załączam, gdyż jasno z niego wynika że nikogo
personalnie o nic nie oskarżam, a tylko pytam i przedstawiam domniemane oceny dwóch
skrajnie różnych sytuacji, jakie mogą mieć miejsce w zależności jaka odpowiedź padnie na
zadane pytania. Albo doszło do swoistego złodziejstwa, albo mamy do czynienia z
superwomen, która pomogła zielonogórskim przedsiębiorcom i rodzicom.

Artykuł napisany jest w konwencji bohatera zbiorowego, Piotr Bakselerowicz pisze o niemal
mitycznych przedszkolankach, które jakoby miał skrzywdzić Kubicki. W takiej samej
konwencji wypowiedziałem się na forum, zwracając się do mitycznej przedszkolanki,
właścicielki firmy, mogącej kiedyś zarządzić miastem. Skoro kandydatka schowała się za
bohaterem in spe, skoro autor artykułu przyjął tę konwencję, przyjąłem również ją i ja. Ani z
artykułu, ani z mojego komentarza nie wynika że pytania o to co się stało z pieniędzmi
dotyczą konkretnej osoby (kandydatki ?), one dotyczą przedszkolanek, w domyśle właścicieli
przedszkoli.

Dopiero podczas debaty przy ratuszu udało mi się, dzięki wspaniałej inicjatywie Radia
Zielona Góra i Janusza Życzkowskiego, zadać moje pytanie kandydatce osobiście. Zapytałem
o to, czy kandydatka zdążyła już spytać swojego pracodawcę o to co się naprawdę stało z
pieniędzmi z miasta, a jeżeli nie zdążyła, to czy jako przyszła Pani Prezydent, uważa, że
prezydent powinien taką sprawę jednak wyjaśnić ze swoim pracodawcą, czy też nie ? Czy to
jest pytanie obraźliwe , sugerujące, oskarżające ? Moim zdaniem nie.
Nie ukrywam, że do zadania tego pytania zainspirowała mnie szczególnie broszurka
propagandowa Ruchu Miejskiego ZG, którą podczas debaty promowała kandydatka (w
załączeniu). Na stronie 1, w polu „Jawność i dialog" kandydatka oznajmia, że będzie
publikować na bieżąco wszystkie wydatki miasta. Na stronie 2 w polu „Miasto i biznes"
kandydatka obiecuje, że „zamiast przyjaźni magistratu z biznesem zdecydowała się na miasto
przyjazne biznesowi. Zamiast ręcznego sterowania – równe traktowanie wszystkich
podmiotów, zamiast oficjalnych i nieoficjalnych preferencji – zdrowa konkurencja".
Skoro kandydatka chce jako prezydent publikować wszystkie wydatki miasta – pomyślałem –
to zapewne dotyczy to też dotacji jej pracodawcy, powie mi i wszystkim na co tak naprawdę
poszła ? Skoro kandydatka wybiera zdrową konkurencję, zamiast nieoficjalnych preferencji –
kalkulowałem sobie dalej – to na pewno spytała swojego pracodawcę, czy nie rozliczył tych
samych wydatków lub wydatków nie poniesionych dwa razy, co było by taką nieformalną
preferencją.

Ku mojemu zdziwieniu kandydatka nawet nie spróbowała odpowiedzieć na moje pytanie.
Pomimo, że to ona kandyduje a nie ja, skupiła się przez ponad pól minuty na recytowaniu
mojego życiorysu. Bluznęła stekiem kłamstw i oszczerstw.

Zaczęła od tego, że zalogowałem się na komputerze kolegi, aby podszyć się pod jego
nazwiskiem pisząc swój post na portalu Wyborczej. Otóż Szanowna Pani Agato, mój kolega
wyjaśnił to Pani osobiście, w godzinę po pomyłce, iż to on zalogował się na moim
komputerze, aby poczytać Wyborczą i zapomniał się wylogować. Ja tego nie zauważyłem i
wpisałem się na forum z jego konta. Poinformowaliśmy z kolegą o tej pomyłce natychmiast
panią i redakcję, przekazując swoje przeprosiny. Także szkalując mnie, wiedziała Pani, że to
był mój komputer a nie że ja szukałem obcego komputera aby się pod kogoś podszywać i to,
że zanim ktokolwiek wpadł na trop tej pomyłki, sami ją wyjaśniliśmy, zatem nie ma mowy o
celowym chowaniu się za kogoś.

Kłamstwem jest też to, abym nazwał kogokolwiek, a panią Agatę Kucharską – Dziedzic w
szczególności złodziejką. O konwencji bohatera in spa oraz o sposobie zadawania pytań w
mojej wypowiedzi pisałem już powyżej. Jeśli pani Agata nie odczytała poprawnie konwencji
którą sama narzuciła, powinna powiedzieć że pan Bonisławski nazwał ją złodziejką lub super
uczciwą i godną pochwały, wieszcząc jej – gdyby taką się okazała - zwycięstwo wyborcze.
Niestety pani Agata po prostu po raz kolejny skłamała.

Następne sekundy swojej odpowiedzi poświęciła Pani na kolejne kłamstwo. Powiedziała pani,
że ma wyrok sądowy, o tym że przedszkola nie okradły rodziców. Otóż sąd w trybie
wyborczym nie prowadził postępowania w kwestii tego czy ktoś kogokolwiek okradł. Sąd
tego nie wyjaśnił i nie wyrokował czy doszło do kradzieży. Sąd w trybie wyborczym ustalił,
iż Kubicki, jako pani kontrkandydat nie powinien nawet o to pytać, czy sugerować, ponieważ

jest to tylko domniemanie a nie udowodniony fakt a on sam (Kubicki) podlega specjalnej
dyscyplinie wyborczej. To jest pani Agato manipulowanie wyborcami, opinią publiczną, to co
pani mówi jest kłamstwem.

Na koniec swoich 39 sekund pani Agata stwierdziła, że ona nie musi odpowiadać na pytania
dotyczące tego jak będzie traktować, już jako prezydent swojego pracodawcę, natomiast ja –
tu pało moje imię i nazwisko - mam wytłumaczyć się z corocznych afer dotyczących kolonii
organizowanych przeze mnie dla biednych dzieci. Aferzysta wg słownika oznacza człowieka
biorącego udział w aferach kryminalnych, człowieka wywołującego skandale. Otóż Pani
Agato, ja pisałem komentarz w Wyborczej do nie nazwanej z imienia, tak naprawdę nie
istniejącej właścicielki przedszkola, która chce być prezydentem. I nawet do takiej fikcyjnej
osoby napisałem, że albo może okazać się złodziejką, albo doskonałym, uczciwym
prezydentem.

Pani nazwała mnie, z imienia i nazwiska mianem, człowieka biorącego udział w aferach
kryminalnych. Publicznie, ratując własną skórę przed osądem wyborców. Oznajmiam, Pani,
że w żadnych aferach kryminalnych nie biorę udziału. Kryminalistą jest ten człowiek,
któremu udowodniono winę i ma wyrok. Mogła Pani zapytać o moją działalność gospodarczą
kulturalnie, tak jak ja zapytałem o działalność przedszkoli. Ale Pani publicznie oszkalowała
mnie. Dla własnego, partykularnego celu.

Poza tym, Pani zabiegając o nasze głosy musi poddać się publicznemu osądowi, ja nie muszę.

Tym się różnymi.

Dlatego właśnie powiadomiłem prokuraturę o podejrzeniu dokonania przez Panią
przestępstwa na moją szkodę. Chcę aby prokuratura ustaliła, czy dokonała Pani publicznego
znieważenia oraz czy moje odczucie, iż Pani mnie oszukała da się wywieść z reguł
stanowionego prawa. Jeżeli się uda, to bezie wspaniała broń 38 milionów Polaków przeciw
obietnicom wyborczym polityków, które nie maja pokrycia.

Czytając bowiem Pani obietnice wyborcze, które Pani do mnie skierowała (cytowałem je
powyżej), nabrałem przekonania, że warto mieć prezydenta, który jest uczciwy i nikogo nie
preferuje po znajomości. Przez jakiś czas byłem przekonany aby z tego właśnie powodu na
Panią zagłosować. Tymczasem pokazała Pani, że w odniesieniu do swojego pracodawcy nie
będzie Pani stosować zasad, którymi mnie Pani do siebie przekonała. W Pani obiecankach nie
było mowy o wyjątkach, o tym, ze swojego pracodawcę Pani wyłącza z jawności

finansowania i z nieformalnych preferencji. A Pani brak odpowiedzi na moje pytania
wskazuje iż już teraz, zanim jeszcze Pani dostała stery miasta do ręki, uchyla się Pani od
zastosowania swoich obietnic wobec osoby z którą jest Pani powiązana więzami podległości.
Definicja prawna oszustwa jest mniej więcej taka: kto obiecuje komu dane działanie,
czynność lub rzecz w celu osiągnięcia korzyści i nie dotrzymuje tej obietnicy, pomimo
uzyskania tej korzyści... Pani mi obiecała jawność i równe traktowanie wszystkich firm przez
miasto, gdybym na Panią zagłosował, obiecała mi to Pani, aby pozyskać mój głos, czyli dla
osiągnięcia korzyści. I pokazała Pani jednoznacznie iż tych obietnic nie zamierza
dotrzymywać... A zatem ?

Czy mogę uwierzyć, że którejkolwiek innej obietnicy Pani i Pani hipotetyczni radni
dotrzymacie ? Czy też będzie tak samo jak z tymi obietnicami , których już teraz, jeszcze
przed otrzymaniem do ręki władzy w mieście Pani nie dotrzymała.

Ja, Mieczysław Bonisławski, boję się po co Pani tak naprawdę prze ku tej władzy ? Czy
kandydaci na radnych z Ruchu są podobni do Pani, czy są jednak w przeciwieństwie do Pani
– wiarygodni ?

Link do debaty prezydenckiej o której mowa: http://www.rzg.pl/debata-kandydatow-na-
deptaku-ostatnie-starcie-o-fotel-prezydenta/

Moje pytanie i odpowiedź Pani Agaty od 58:00 (minuty nagrania) do 59:16 (drugie nagranie,
poniżej, nie to pierwsze na początku strony)

--

__________________________________________________________________________

 

Merkuriusz  Polski

 

Agencja Prasowa. W Krakowie od 3 stycznia 1661 r.



Adam Fularz, manager Radiotelewizji

Prezes Zarządu, Wieczorna.pl SP. Z O. O.,ul. Dolina Zielona 24A,   65-154 Zielona Góra

Wydawnictwo Merkuriusz Polski
"Wieczorna.pl" sp. z o.o.
T +48604443623
F +442035142037
E adam.fularz@wieczorna.pl
Dolina Zielona 24a, PL 65-154 Zielona Góra
KRS 0000416514, NIP 9731008676, REGON 081032764

AGENCJA PRASOWA MERKURIUSZ POLSKI- Wieści i treści od 3 stycznia 1661 

Informuję rozmówcę o przysługującym mu prawie do autoryzacji wypowiedzi udzielonych naszej agencji. Aby skorzystać z prawa, rozmówca niezwłocznie po udzieleniu wypowiedzi dla AP Merkuriusz Polski musi oznajmić że skorzysta z tego prawa. Czas na autoryzację wynosi 6 godzin od otrzymania przez rozmówcę zapisu jego słów.

Standardy relacjonowania wyborów przez media zgodne z Art. 7 ust. 2 ustawy – Prawo Prasowe.

Kandydat w wyborach nie powinien być formalnie związany z żadnym medium, w szczególności być dziennikarzem, redaktorem naczelnym bądź wydawcą. Jeżeli tak by się zdarzyło, gdyż prawo wprost tego nie zabrania, na czas wyborów nie powinien być on zaangażowany w relacjonowanie wyborów.

Rada Etyki Mediów uznaje udział dziennikarzy w wyborach za złamanie zasad etyki 55 dziennikarskiej . Dziennikarze nie tylko nie powinni kandydować, ale w jakikolwiek inny sposób uczestniczyć w pracach komitetów wyborczych, np. nie powinni pomagać kandydatom w przygotowaniu wystąpień publicznych.

Dobrą praktyką jest wprowadzenie przez szefów redakcji w tym zakresie jasnych wytycznych. 

Media powinny z ostrożnością relacjonować wydarzenia z udziałem kandydatów pełniących funkcje publiczne w czasie kampanii wyborczej, a zwłaszcza ciszy wyborczej. Osoby te, mając łatwiejszy niż inni kandydaci dostęp do mediów, mogą nadużywać go do celów związanych z prowadzeniem kampanii wyborczej. Media muszą być więc szczególnie wyczulone. 

Prowadzenie negatywnej kampanii w mediach, choć nie jest prawnie zakazane, budzi wątpliwości etyczne. Media powinny przekazywać wypowiedzi prawdziwe, wypowiadane w dobrej wierze oraz w tonie umiarkowanym. (..)

W przypadku, gdy tworzy się medium specjalnie na potrzeby wyborów, dane medium powinno kierować się regułami prawdziwości i uczciwości przekazu. Należy także pamiętać, że powstające w okresie wyborczym tytuły prasowe zobowiązane są do przestrzegania wszelkich wymogów stawianych prasie przez prawo prasowe (jeœli publikacja spełnia 56 kryteria definicji „dziennika" lub „czasopisma" wymagana jest np. jego rejestracja w sądzie). Bardzo ważne jest, aby wydawnictwo takie na każdym egzemplarzu posiadało takie informacje jak nazwę i adres wydawcy, adres redakcji, imię i nazwisko redaktora naczelnego. Choć prawo prasowe nie ustanawia obowiązku zamieszczenia impressum na tzw. drukach nieperiodycznych (np. jednorazowo wydanej gazetce), zasada ta powinna być przestrzegana w przypadku wydawnictw dotyczących wyborów. wg http://hfhr.pl/wp-content/uploads/2014/10/HFPC_media_w_okresie_wyborczym.pdf

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Aktualności z Urzędu Miasta