Zielona Góra,

poniedziałek, 7 maja 2018

Z listu M. Bonisławskiego "Radości i smutki Zielonogórzanina"

Radości i smutki Zielonogórzanina.


Chciałbym podzielić się radością i smutkiem.

Ludzi, którzy mają pasje niekoniecznie związane z czubkiem własnego nosa, media lubią katalogować i nazywać społecznikami. Lubią też stwarzać atmosferę frontową. Według mediów społecznicy muszą z kimś o coś walczyć.

Jako mieszkaniec Zielonej Góry, mam swoją pasję i wraz z mieszkańcami z podobną pasją staramy się ją realizować, a przy okazji powstaje z tego coś przydatnego dla ogółu mieszkańców, dla Miasta. Nie chcemy walczyć, chcemy mieć przyjemność z tego co robimy, dzielić się tą pasją z innymi. Odczuwamy satysfakcję, gdy inni dostrzegają nasze działania i mogą z nich skorzystać. Satysfakcjonujące jest gdy zainteresują się nami media, czy lokalne władze, gdy możemy z nimi współpracować. Nie chcemy zmieniać, ani tworzyć prawa. Chcemy korzystać z praw nam przysługujących. Cenimy tych, którzy o te prawa dla nas dbają, gdyż czują takie powołanie.

Z radością przyjąłem w swoim czasie wiadomość o powstaniu Rady Działalności Pożytku Publicznego. Smutkiem napełniło mnie to, że Rada oczekuje wsparcia z mojej strony, jako społecznika (którym się nie czuję), w obszarze stanowienia prawa. A ja chcę być tylko beneficjentem dbałości Rady o to, abym jako mieszkaniec mógł rozwijać swoje społecznoużyteczne pasje. Nie pociąga mnie stanowienie prawa lokalnego, potrafię natomiast znaleźć gdzieś w Europie wagon wyprodukowany w zielonogórskiej fabryce Buechelta, sprowadzić go, odrestaurować i postawić w publicznej przestrzeni. Mam kolegę, który potrafi odnaleźć najstarsze w Polsce urządzenie kolejowe (1875 r.), odnowić je i ustawić w Zielonej Górze. Nie mówimy w imieniu wszystkich Zielonogórzan, ale realizujemy to co nam sprawia przyjemność, przy okazji robiąc coś pożytecznego dla Miasta i jego mieszkańców.

Z bólem dowiaduję się o kolejnych wycinkach drzew w moim mieście. Inaczej niż władze rozumiem pojęcie rewitalizacji. Martwi mnie śmierć każdej sarny lub kaczki wokół Wagmostawu. Dlatego z wypiekami na twarzy śledzę starania w tych obszarach osób młodszych ode mnie, z większą energią, lepszymi pomysłami. Choć jako Zielonogórzanin mam też swoje przemyślenia co do metod tych aktywistów, zaangażowania w politykę, stosunku do imperatywu współpracy z władzami. Wynikające z innego wieku, doświadczeń, charakteru, osobowości.

Niemniej z radością przyjmowałem w swoim czasie informacje o powstawaniu w Zielonej Górze inicjatyw katalogowanych jako ruchy miejskie. Z czasem ta radość przygasała. Oczekiwałem od czegoś co mieni się ruchem miejskim logistycznego i mentalnego wsparcia. Tymczasem – takie przynajmniej odniosłem wrażenie – owe ruchy miejskie, odczuwały zupełnie inne posłannictwo. Po kilku nieudanych próbach nawiązania kontaktu, odebrałem je nie jako inicjatywy służące wszystkim pasjom realizowanym przez wszystkich Zielonogórzan, ale jako narzędzie do realizacji wąskiego spektrum idei, wyznawanych przez wąskie grono twórców tych ruchów.

Z zainteresowaniem obserwowałem zatem te działania, czasem mocno się im dziwiąc, ale to jeszcze nie zmąciło mojej radości z faktu, że w moim mieście jest tylu nieobojętnych ludzi. Ostatecznie aktywiści ruchu miejskiego mogą mieć takie samo poczucie jakie mam i ja: chcą po prostu robić swoje a nie służyć innym pasjonatom. Mają pełne prawo do wyboru towarzystwa w jakim to czynią, a ważne jest to, że czynią przy tym sporo dla dobra publicznego.

Moja radość jednak zmieniła się w smutek, a smutek w obawę, gdy ci, jakże podobni do mnie w zakresie sposobu odczuwania własnej aktywności ludzie, zgodzili się z przypisaną im przez media rolą reprezentowania czegoś (kogoś) więcej niż oni sami – całej lokalnej społeczności Zielonej Góry.

Chciałbym w tym miejscu zaapelować do lokalnych mediów i twórców stowarzyszenia o nazwie „Ruch Miejski Zielona Góra" o zaprzestanie sprawiania wrażenia, jakoby ta inicjatywa była reprezentacją wszystkich pasjonatów, aktywistów z terenu Miasta, całej Zielonej Góry. Gdyż taką nie jest. Liderzy Ruchu ograniczają się wyłącznie do własnego grona i mają do tego pełne prawo. Rozumiem też, że realizują pewne ograniczone do własnych zainteresowań spektrum tematów społecznie użytecznych, nie interesując się innymi zagadnieniami. Sam będę bronił takiej formuły aktywności, bo nie uważam, aby każdy aktywista miał obowiązek być Winkelriedem osiedli i aby za miliony cierpiał katusze.

Będę odczuwał radość, gdy uda się poprowadzić ścieżki rowerowe bez wycinania drzew, zbudować parkingi bez zabierania ludziom ostatnich skrawków trawnika a rewitalizacja dotknie faktycznie zdegradowanych obszarów miasta, w tym i terenu po dawnej infrastrukturze przemysłowo – komunikacyjnej wzdłuż kolei szprotawskiej. Stowarzyszenie „Ruch Miejski Zielona Góra" nie jest jednak moim reprezentantem a używając takiej nazwy sprawia wrażenie, jakoby nic innego, poza nim mieszkańcy nie robili.

Czy odnajdywanie wytworów zielonogórskiego przemysłu z XIX i I poł. XX w., odnawianie ich i ustawianie w przestrzeni miejskiej, czy zbieranie i upublicznianie w szkołach, literaturze, na wystawach wspomnień zawodowych z lat powojennych pracowników zielonogórskich fabryk, czy praca nad połączeniem wspomnień seniorów z zainteresowaniami młodzieży to jest domena ruchów miejskich ? Moim zdaniem również jest.

A czy wszyscy aktywiści miejscy (ruchów miejskich) w Zielonej Górze muszą kojarzyć się z otwartą walką ze stylem sprawowania władzy przez aktualnego prezydenta, z donoszeniem na miasto do marszałka województwa, z blokowaniem działania zamiast próbą współdziałania ? Nie muszą.

I dlatego – chociaż nie oceniam ani negatywnie, ani pozytywnie sposobu działania, z jakim kojarzy mi się Ruch Miejski Zielona Góra, chociaż w wielu sprawach uważam, iż działa on w moim imieniu, zgodnie z tym co i ja czuję – apeluję o wstrzemięźliwość w tym cierpieniu za 140 tysięcy. Jedną z wartości, które legły u podstaw aktywności 10 liderów były konsultacje społeczne. Ale aby konsultować, trzeba mieć z kim to robić. Jeżeli sprawimy wrażenie, że w Zielonej Górze jest jeden jedyny Ruch Miejski Zielona Góra, że ktoś ma monopol na aktywność miejską, zabijemy inicjatywy oddolne, aktywność uliczną, osiedlową. I za chwilę nie będzie z kim konsultować, bo wszyscy gotowi do konsultacji... będą mieć jedno i to samo, jedynie słuszne, zdanie...

Ze smutkiem zatem poproszę o to abyście drodzy Państwo zmienili jednak nazwę stowarzyszenia na taką, która nie będzie odbierać kreatywnej energii tym którzy będą tworzyć kolejne ruchy miejskie w naszym mieście, którzy być może będą je tworzyć w opozycji i do Waszych osiągnięć...

Cóż, taka jest kolej rzeczy...

Mieczysław J. Bonisławski






--

__________________________________________________________________________

 

Merkuriusz  Polski

 

Agencja Prasowa. W Krakowie od 3 stycznia 1661 r.






Adam Fularz, manager Radiotelewizji

Prezes Zarządu, Wieczorna.pl SP. Z O. O.,ul. Dolina Zielona 24A,   65-154 Zielona Góra

Wydawnictwo Merkuriusz Polski
"Wieczorna.pl" sp. z o.o.
T +48604443623
F +442035142037
E adam.fularz@wieczorna.pl
Dolina Zielona 24a, PL 65-154 Zielona Góra
KRS 0000416514, NIP 9731008676, REGON 081032764

AGENCJA PRASOWA MERKURIUSZ POLSKI- Wieści i treści od 3 stycznia 1661 

Informuję rozmówcę o przysługującym mu prawie do autoryzacji wypowiedzi udzielonych naszej agencji. Aby skorzystać z prawa, rozmówca niezwłocznie po udzieleniu wypowiedzi dla AP Merkuriusz Polski musi oznajmić że skorzysta z tego prawa. Czas na autoryzację wynosi 6 godzin od otrzymania przez rozmówcę zapisu jego słów.


TEKSTY

Każdego dnia Agencja Merkuriusz udostępnia kilka materiałów prasowych ze wszystkich regionów Polski. Dotyczą one najważniejszych wydarzeń w skali kraju, różnych dziedzin życia. Stanowi źródło informacji dla redakcji prasowych.

ZDJĘCIA

Na zamówienie abonenta udostępniamy serwis fotograficzny. Korzystają z niego serwisy internetowe i redakcje prasowe.

WIDEO

Na zamówienie abonenta udostępniamy serwis video. Korzystają z niego stacje telewizyjne.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Aktualności z Urzędu Miasta