Zielona Góra,

poniedziałek, 21 sierpnia 2017

Obywatel miasta krytykuje budżet obywatelski 2018




Czy obywatele stracili swój budżet ?

 

Budżet zwany obywatelskim AD2018. Nowa formuła, przegłosowana przez radnych dzieli mieszkańców na okręgi wyborcze. Nie ma już jednego miasta, o jakie walczyliśmy łącząc miasto z gminą, walczyliśmy przedtem i walczyliśmy potem. Za to kawałek toru dostanie się każdemu radnemu, niezależnie od tego, że w innej części miasta mieszkańcy może widzieli by lepsze, bardziej potrzebne inwestycje. Dostanie każdy, jak u bolszewików, po unirałowce. Łatwiej przyjdzie pokazać w wyborach do Rady Miasta, ze kandydat przyniósł danemu okręgowi pieniądze i załatał dziurę w chodniku. Jest eksperyment. Cóż, choć mam inne zdanie, niechaj ta nowa koncepcja się sprawdza, wnioski będziemy wszyscy wyciągać za parę miesięcy.

 

Ale wraz z tą zmianą, radni odebrali mi jako obywatelowi prawo do tego, że chcę coś zmienić zarówno u siebie przed blokiem, jak i na deptaku, na Dzikiej Ochli i w Lesie Odrzańskim. Do tej pory na zadania małe (okręgowe) mogłem głosować w jednym roku na trzy, w innym – na pięć. Ja, Mieczysław Bonisławski, w 2017 roku zagłosowałem na Park Kolei Szprotawskiej (co chyba każdy wie), drogę na Jędrzychowie (koalicjant) oraz na sprytne ławki (chętnie skorzystam, bardzo pomocne), pogromców bazgrołów (bo mi się nie podobają bazgroły) i Dubaj w Zielonej Górze (by przyjemniej spacerowało mi się z żoną).

 

Teraz radni uznali, że może mi się podobać tylko jedna dziura w jezdni przed blokiem. Mogę zagłosować tylko na jedno zadanie okręgowe.

 

Mam pytanie do wszystkich mieszkańców. Ja czuję się okradziony z moich praw do myślenia szeroko o całej Zielonej Górze, o kilku pasjach czy formach spędzania czasu w moim ukochanym mieście. A Państwo, moi współobywatele co o tym myślicie?

 

Dlaczego mieszkaniec Zielonej Góry nie może zagłosować za naprawą dziury w chodniku przed swoim blokiem i jednocześnie chcieć nowej przebieralni na Dzikiej Ochli (lubi się pokąpać), budek dla jeżyków (lubi ptaki) i czegoś ciekawego na deptaku (aby pokazać gościom z innego miasta) ? Dlaczego radni, politycy limitują mi, obywatelowi, ilość wrażeń, potrzeb, horyzontów ? Dlaczego nie mogę się rozwijać i rozwijać mojego miasta w kilku dziedzinach ?

 

Radni z którymi rozmawiałem oraz członkowie Rady Działalności Pożytku Publicznego twierdzą, że jeden głos to konkretnie jeden, bo jak inaczej określić ilość możliwych głosów, dlaczego trzy, a nie pięć czy siedem ? Przepraszam, ale to jest demagogia. Sprawdziła się formuła pięciu głosów. Czy głosujący ją gremialnie skrytykowali ? Po sobie wiem, że w każdym roku nie miałem problemu z wyodrębnieniem tych 3 – 5 zadań zgłoszonych przez mieszkańców, które przykuły mój wzrok od razu, taka miłość od pierwszego spojrzenia. Czasem były takie tylko 3 lub 4. Sądzę, że reprezentuję jakąś emocjonalną średnią społeczną i o wielu więcej Zielonogórzan powie podobnie jak ja, że te 5 inicjatyw to tyle, ile wpada w oko, niż to, że chcą glosować tylko na jedno zadanie. A jak komuś spodobają się tylko trzy, to sam, z własnej woli skorzysta tylko z 3 głosów. Z własnej woli a nie z nakazu.

 

Problem widzę zresztą szerzej. Dla mnie budżet obywatelski to z jednej strony szkoła demokracji lokalnej, odpowiedzialności za miasto, tolerancji, a z drugiej – źródło wiedzy o działaniach różnych miejskich środowisk (Chmielna, Kolejka Szprotawska, praca z seniorami), inspiracja do rozwijania swoich pasji (ornitologia, taniec, football amerykański), inspiracja do sięgania po nowe formy spędzania wolnego czasu (Ochla, Dolina Gęśnika, sport) oraz pogłębiania własnej wrażliwości i własnych fantazji każdego Zielonogórzanina.

 

Ograniczanie mojego prawa do jednego głosu, to tak jakby ktoś z zewnątrz nakazywał mi samoograniczanie się. Albo dziura w chodniku, albo ptaki, albo parking przed szkołą, albo kolorowy deptak. Dlaczego ? Czemu nie jedno i drugie ? Komu to przeszkadzało i w jaki sposób ?

 

Niestety jeden głos to też kasowanie porozumień różnych środowisk, tzw. koalicji. W przeciwieństwie do tych, którzy krytykowali koalicje, ja w nich widzę doskonałą szkołę wzajemnego działania różnych środowisk. Żywą naukę tolerancji dla pomysłów innych (koalicjantów), wypracowywania kompromisów społecznych, współdziałania różnych grup zainteresowań, poznawania się mieszkańców różnych dzielnic i pasji. Brak takiej możliwości to zaprzestanie budowania silnego społeczeństwa obywatelskiego, to atomizacja mieszkańców. Czy o to chodzi pomysłodawcom „jednego głosu", bo takim zatomizowanym społeczeństwem łatwiej się rządzi ?

 

A co jak się okaże, że na dwóch różnych końcach okręgu są dwie, bardzo potrzebne inwestycje: bezpieczne przejście dla pieszych oraz plac zabaw. Ja twierdzę, że mieszańcy tego samego okręgu wykopią topory wojenne i solidarność osiedlowa pryśnie. Moi rozmówcy z kręgów władzy twierdzą, że ludzie z dwóch krańców okręgu winni dogadać się, że to ich nauczy tolerancji i zrozumienia dla potrzeb innych. Wyobrażają sobie Państwo egzotyczne połączenie dwóch różnych zadań w taki tworek (taki dziwny przykład): „postawienie sygnalizacji świetlnej na przejściu dla pieszych przy żłobku przy ul. Wiśniowej oraz budowa mini skate parku na osiedlu przy kościele Św. Ducha" ? Koszmar. A co, jak załatanie dwóch dziur na dwóch końcach jednej ulicy przekroczy 200 tys. zł (max. wartość jednego zadania) ?

Czy nie było prościej, sprawniej, lepiej, gdy mieszkańcy danego okręgu mogli zagłosować na dwa, osobne zadania, koalicyjnie, po dogadaniu się między sobą ?

 

Idea „jednego głosu" moim zdaniem skłóci mieszkańców, będzie zaporą dla oddolnych, niezależnych od władzy porozumień obywatelskich, spowoduje, że ilość głosów dla otrzymania paru groszy drastycznie zmaleje. Co to da i komu ?

 

Ja widzę jednego beneficjenta „jednego głosu". I nie jest nim społeczeństwo obywatelskie, nie są nim mieszkańcy Zielonej Góry. Głównym beneficjentem „jednego głosu" jest grupa tych ludzi, którzy już są i tych, którzy dopiero chcą być w Radzie Miasta. Mało głosów, małe projekty to akurat tyle ile potrzeba, aby każdy z kandydatów miał osiągnięcie przed wyborami. A potem, takim skłóconym społeczeństwem, taką Zieloną Górą, w której zatrzymano oddolne współdziałanie obywateli spoza kręgów władzy, będzie się bardzo łatwo rządziło. Taka bolszewicka socjotechnika.

 

Nie twierdzę, że taki był cel radnych i prezydenta. Mam wielką nadzieję, że chodziło i chodzi im o dobro mieszkańców. Ale przy „jednym głosie" może już nie być inteligentnych ławek, budek dla jeżyków, przebieralni na Ochli, napisu „Zielona Góra" czy kwiatowych donic. Będziemy łatali tylko dziury w chodnikach, czego notabene, nie powinniśmy robić w ramach budżetu obywatelskiego. Drodzy panowie i panie, to jest efekt uboczny tego co uchwaliliście. Nie jest jednak jeszcze za późno.

 

Apeluję do mieszkańców o wyrażenie opinii w kwestii „jednego głosu", udostępniam, swój adres mailowy: m.bonislawski@adres.pl. Wszystkie głosy i opinie opracuję a opracowanie udostępnię. Obowiązujące prawo samorządowe pozwala Prezydentowi Kubickiemu na modyfikację w regulaminie głosowania uchwały Platformy Obywatelskiej. Możemy jeszcze odzyskać swoje głosy, swoje prawa do wpływu na rozwój miasta. Prezydent Kubicki może przywrócić nam te pięć głosów, które przed laty nam dał, a radni nam teraz je odbierają. O ile tylko nie mylę się i podobnie myśli jeszcze ktokolwiek w Zielonej Górze.

 

Otrrzymano od: M. Bonisławski

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Lubuskie Wiadomości

Radio Zachód